Historia założyciela – pasja do tworzenia

Proces powstania Fantazji Drewnianych trwał prawie 30 lat. Nie był to proces łatwy, zdarzyło się sporo błędów, ale i sukcesów które doprowadziły do czasów dzisiejszych. Chcesz dowiedzieć się jak to było? Jakie błędy popełniłem i dlaczego ich nie żałuję, jakie umiejętności po drodze zdobywałem i w jaki sposób udało mi się je połączyć? O tym wszystkim przeczytasz w pierwszym wpisie na blogu, który przypadkiem stanie się jednym z dłuższych wpisów.

O mnie

Cześć! Nazywam się Kamil Peisert, od dziś będę dla Was / dla Ciebie prowadzić bloga Fantazji Drewnianych. Jestem założycielem tego projektu, który w 2018 roku stał się sposobem na życie, czego nie zakładałem. Urodziłem się w 1990 roku. W życiu pasja do tworzenia towarzyszy mi od najmłodszych lat. W szkole podstawowej było to malowanie, kilkanaście dyplomów za swoje pracę udało mi się uzyskać. W czasach gimnazjalnych były pierwsze prace z drewna – szopki bożonarodzeniowe, które również podobały się i były wysoko ocenione. Wtedy o tym nie myślałem jak o pasji do robienia „czegoś”. Sprawiało mi to przyjemność, uczyłem się obsługi podstawowych narzędzi i tworzyłem z tego materiału, jaki miałem pod ręką. Stanąłem przed wyborem – co dalej?

Okres edukacji i pierwszej pracy etatowej

Szkoła średnia, czy nauka zawodu stolarza? Padło na szkołę średnią, którą z własnej winy zawaliłem w pierwszym roku. Zrezygnowałem z niej i podjąłem naukę w zawodzie stolarza. Uczyłem się i pracowałem w pobliskim zakładzie od czerwca do października. Listopad to był czas kursów zawodowych, wyjazdowych. Trzy przedmioty zawodowe, z których uzyskałem razem z kolegą najwyższe oceny z całej grupy ponad 40 przyszłych stolarzy. Doszedłem do wniosku, że stać mnie na szkołę średnią. Po kursach postanowiłem zrezygnować ze szkoły zawodowej, zrezygnować z nauki jako stolarz i po zgodzie Pani dyrektor udało się to zrobić. Udało się nadrobić, udało się skończyć technikum ekonomiczne i zdać maturę.

Czy było warto? Dlaczego w ogóle na forum przyznaję się do zawalenia roku? Bo tego nie żałuję, potrzebny był mi kop w tyłek, dzięki niemu znalazłem kierunek w którym chcę iść. Nie było to jednak drewno. W szkole średniej zacząłem interesować się fotografią. Była to głównie przyroda, pejzaże itd. Podstawy kompozycji ze szkoły podstawowej miałem, zdjęcia podobały się innym. Ja wciągałem się w temat bardziej i bardziej, konkursy potwierdzały że „coś tam” potrafię. Lecz byłem ciągle niezadowolony, za dużo mankamentów w nich widziałem. Szkoła średnia się skończyła, na dobre studia fotograficzne nie było mnie stać i rozpocząłem pracę w firmie produkującej opakowania, która również szybko się zakończyła – po pół roku ze względu na niewielki, lecz w tamtym okresie uciążliwy uraz w kręgosłupie z pracy fizycznej zrezygnowałem.

Staż i pierwsza firma

Udało się uzbierać fundusze i uczyłem się dalej fotografii, lecz na kursach, warsztatach itp. Robiłem to tylko dla siebie, nie wiązałem z tym przyszłości. Pojawiła się opcja stażu w pobliskim urzędzie gminy jako pracownik biurowy. Chętnych trochę
było, ale udało się i kilka miesięcy w nim przepracowałem. Tam poznałem kilka życzliwych osób, które popchnęły mnie do otwarcia swojej pierwszej firmy związanej z fotografią. Udało się zdobyć dotację na sprzęt i po stażu rozpocząłem pracę jako fotograf. Po 2 latach musiałem i chyba też chciałem z tego zrezygnować. Musiałem – z powodów rodzinnych, inne sprawy były wtedy ważniejsze od swoich zainteresowań. Chciałem – bo ten czas pokazał mi, że fotografowania ludzi zwyczajnie nie sprawia mi przyjemności. Miałem swoje studio fotograficzne, wyposażone do takich zdjęć, ale to nie to samo co fotografowanie natury i pokazywanie z sposób nieoczywisty oczywistych widoków. Fotografia przestała sprawiać mi radość, aparatu miałem dosyć i na długi czas poszedł w kąt. Przeprowadziłem się.

Przeprowadzka do dużego miasta

Przeprowadzka do stolicy Wielkopolski otworzyła nowe drzwi. Chwilę trwało, zanim udało się znaleźć pracę na ciekawym stanowisku. Była to niewielka agencja reklamowa. Byłem odpowiedzialny za produkcję na której pracowałem samodzielnie.
Poznałem tam oprogramowanie na którym pracuję do dziś i właśnie w nim tworzę projekty, czyli program do grafiki wektorowej Corel. Nauczyłem się obsługi ploterów do folii reklamowych, drukarki wielkoformatowej i właśnie w tym miejscu pracy poznałem urządzenie jakim jest frezarka CNC. Pracodawca udostępniał mi ją po godzinach, mogłem poćwiczyć, wyciąć coś dla siebie. Na 22m2 w wynajmowanej kawalerce powstawały pierwsze figurki świąteczne. Szlifowanie i malowanie w takich warunkach było ciekawym doświadczeniem 🙂 Po niespełna dwóch latach razem z przyszłą żoną zadecydowaliśmy, że miasto to nie jest miejsce dla nas. Kompletnie nie korzystaliśmy z uroków Poznania. Zaczęliśmy się rozglądać za domami do remontu w naszych rodzinnych okolicach.

Kolejna przeprowadzka, nowa praca i założenie rodziny

Minęło 6 miesięcy od podjęcia decyzji o wyprowadzce z dużego miasta, a my już byliśmy po ślubie, a w rękach trzymaliśmy klucze od „nowego” domu.

Zamieszkaliśmy w małej miejscowości Lubonia, kilkanaście kilometrów od Leszna. Miałem kolejny projekt do stworzenia – remont domu, który chciałem zrobić sam. W drodze na ten świat była pierwsza córka Małgosia, więc czasu na obijanie się nie
było. Oczywiście remont udało się ukończyć na czas, częściowa pomoc rodziny w tym procesie była nieoceniona.

Kolejna zmiana pracy spowodowana przeprowadzą była nieunikniona. Pracę udało się znaleźć w Lesznie jako operator frezarki CNC. Praca sprawiała mi ogromną przyjemność, codziennie nowe wyzwania, bardzo dużo projektów z drewna i materiałów drewnopochodnych. Dopiero w tym miejscu nauczyłem się jak korzystać poprawnie z tych urządzeń i poznałem ich ogromne możliwości. Pracę rozpoczynałem w drugiej połowie 2016 roku, mimo że mój udział w tworzeniu programów na maszynę był znikomy, to sam fakt współudziału, odpowiedzialności za ustawienie frezarki, zamocowanie materiału, wymiany narzędzi wystarczał i sprawiał mnóstwo frajdy. W domu przybyło obowiązków gdy pojawiła się pierwsza córka Małgosia, a plany z żoną mieliśmy na dalsze powiększenie rodziny. Po 1,5 roku od urodzenia Gosi pojawiła się Asia 🙂 Był to rok 2018.

Początki Fantazji Drewnianych

Rodzina w pełnym składzie, praca satysfakcjonująca i w 2018 roku stwierdziliśmy, że może pokażemy trochę tych drewnianych prac, które raz po raz dla siebie robiliśmy. Miało być to na zasadzie sprawdzenia siebie, sprawdzenia zainteresowania. Najszybsza, darmowa opcja to było konto na FB.

Fantazje Drewniane – to właśnie nazwa, którą udało się po kilku tygodniach wymyślić. Opcji było wiele. Mieliśmy zarys planu, np. gdzie chcemy udostępnia nasze produkty. Padło na Facebook i Instagram, czyli na tamten czas najpopularniejsze socialmedia. By dobrze wykorzystać nazwę działalności i nie myliła się ona z innymi, to każdą wymyśloną nazwę sprawdzaliśmy. W sprawdzeniu chodziło o to, by upewnić się, czy dana nazwa strony nie jest zajęta, czy na FB i IG jest taka nazwa wolna. Dopiero po sprawdzeniu wszystkich opcji zostaliśmy przy Fantazjach Drewnianych, która z wielu względów spodobała się nam.

Stało się coś, czego nie zakładaliśmy. Od wystartowania z publikacją postów, do otwarcia działalności minęło raptem kilka tygodni. Razem z żoną przy planowaniu nawet nie zakładaliśmy, że to działalnością może się skończyć. Zainteresowanie
jednak było na tyle duże, że okazało się to być nieuniknione. Cały czas jednak tworzenie tego projektu było łączone z etatem operatora CNC. Pracodawca udostępniał mi swoje maszyny, na których mogłem powycinać swoje projekty.

Pierwszy sprzęt

Kilka miesięcy od rozpoczęcia działalności postanowiliśmy zakupić laser do wycinania i grawerowania ozdób w drewnia i sklejce brzozowej. Był to styczeń 2019r. Był to sprzęt niskiej jakości, wolny, a jego obsługa bywała lekko mówiąc problematyczna. Plusem była cena. Chcieliśmy sprawdzić, czy jest sens w ogóle brnąć w taki asortyment. Zainteresowanie przeszło nasze oczekiwania, po 4 miesiącach od zakupu małego lasera Co2 zakupiliśmy drugi, duży, szybki i dokładny ploter.

Ilość zleceń stopniowo rosła, a czasu było co raz mniej. Obsługę ploterów mieliśmy już bardzo dobrze opanowaną, z pomocą żony przygotowywaliśmy zamówienia nie raz, nie dwa wieczorami po położeniu dziewczynek do łóżek. Pracujące soboty, czy niedziele, to była norma. Zamówień na frezarkę użytkowaną w pracy również przybywało. Zmęczenie dawało o sobie znać. Średnia snu 4-5h dawała w kość, zdarzyło się nawet paść na twarz, przy wieczornym sprzątaniu pracowni. Na szczęście kończyło się tylko na siniaku… Czy było to mądre? Nie. Czy potrzebne? Tak, pomogło przemyśleć wiele spraw.

Planowanie inwestycji

Plotery laserowe mały i duży mieliśmy na wyposażeniu, sprzętu do obróbki po wycinaniu przybyło, ale blokował nas jeden temat – frezarka CNC. Koszty duże, nieosiągalne dla nas. Zaczęliśmy z żoną szukać sposobu sfinansowania zakupu tak nieosiągalnego sprzętu i pod koniec 2019 roku znaleźliśmy informację na stronie Inkubatora Przedsiębiorczości w Lesznie o naborze do programu „Rozwiń skrzydła w biznesie”. Wniosek chcieliśmy złożyć, lecz najpierw musieliśmy zorientować się jakie są ceny takich urządzeń. Finansowanie nie było pełne, znaliśmy swoje możliwości i wiedzieliśmy ile jesteśmy w stanie dołożyć. Wyceny jednak nas przerosły – odpuściliśmy, termin przyjmowania wniosków minął. W ciągu kilku kolejnych dni dotarły do nas wyceny mniej znanych marek, które byłyby idealne, ale termin minął. Trudno, znajdziemy inny sposób. Kredyt czy leasing nie wchodził w grę.

Nieoczekiwany zwrot?

Kilka dni po ostatecznym terminie składania wniosków (był to czwartek po godzinie 20) żona przeglądając facebooka znalazła informację, która nas bardzo mocno zaskoczyła. Zapytała mnie, czy widziałem, że termin składania wniosków został przedłużony? Odpowiedziałem, że nie i zapytałem do kiedy? Do jutra odpowiedziała… Dwie minuty później zabraliśmy się za wypełnianie wniosków, wymyślenie i napisanie wymaganego biznesplanu, opisanie całej działalności, planów na rozwój, wypełnienie części finansowej. Łącznie kilkadziesiąt stron – do dziś nie wiem jak, ale o godzinie 2 w nocy skończyliśmy. W piątek pobudka przed 6 na drukowanie dokumentów i prosto do pracy na godzinę 7. Przerwę śniadaniową poświęciłem na wizytę w Inkubatorze, wniosek złożony. Pani przyjmująca wniosek zapytała, czy dobrze się czuję – bo dobrze nie wyglądałem po takim maratonie. Kilka niewielkich poprawek na miejscu, wniosek został przyjęty. Dodam, że była to pierwsza wizyta w Inkubatorze Przedsiębiorczości, na szczęście Panie tam pracujące były bardzo pomocne i rozwiewały wszystkie moje wątpliwości.

Sukces

Oczekiwanie na drugi etap do którego się dostaliśmy – rozmowa i prezentacja przed komisją. Nigdy nie przepadałem za występami na forum publicznym, lecz gdy mówię o swoich pasjach, to temat jest nie do skończenia. Po rozmowie czekaliśmy długo na decyzję końcową. Tuż przed bożonarodzeniowymi świętami dostaliśmy decyzję pozytywną, co nas jednocześnie ucieszyło i przeraziło.

Planowanie i zakończenie etatu

Święta to czas podsumowań i planów, zdawaliśmy sobie sprawę, że dłużej nie można tak pracować – etat i działalność w połączeniu z rodziną – za dużo na raz. Postanowiliśmy poczekać do podpisania umowy z Inkubatorem. W styczniu się udało, wszystko było na papierze, sprzęt zamówiony, więc możemy planować dalej.. Zaraz po jej podpisaniu poinformowałem pracodawcę o rezygnacji z etatu na rzecz działalności. Rozstaliśmy się w dobrych relacjach, od marca 2020 roku rozpocząłem
rozwijanie Fantazji Drewnianych w pełnym wymiarze godzin.

Fantazje Drewniane stały się sposobem na życie. Projekt ten pomógł odzyskać pasję do fotografii, zdjęcia produktów wykonuję dla Was sam i sprawia mi to ogromną przyjemność. W każdym z produktów daję Wam cząstkę siebie. Czuję satysfakcję, że mogę pomóc Wam pośrednio w przystrojeniu choinki, obdarowaniu kogoś prezentem przez nas wykonanym, czy rozwijaniu kreatywności Waszych dzieci przez nasze produkty przygotowywane na warsztaty. Czuję wdzięczność za to, że obdarowaliście mnie tak dużym zaufaniem.

Podsumowanie

Życie płatało różne figle, czy zmieniłbym cokolwiek? Nie, błędy były potrzebne, by być w tym miejscu, w którym jestem teraz. Połączenie wszystkich doświadczeń i umiejętności w połączeniu z uporem dało efekt, którego nie planowałem. Miło być pozytywnie zaskoczonym. Fantazje Drewniane pod względem twórczym ograniczone są wyłącznie kreatywnością. Nie ma w nich miejsca na nudę, czy monotonię. Praca za biurkiem też nie była dla mnie, konieczne było znalezienie czegoś pośredniego, a że nie było takiej opcji na horyzoncie – zbudowałem ją. Bardzo duży wkład miała w ten proces żona Marlena, bez której ten projekt nie rozwijał się w tym tempie. Rodzina i przyjaciele, życzliwe osoby w Inkubatorze, czy mój były pracodawca, który pozwalał na rozwój „Drewnianych” w swojej firmie, mimo świadomości, że może skończyć się to utratą wyuczonego już pracownika. Duży wkład w rozwój miał też mój doświadczony w prowadzeniu działalności mentor z którym współpracowałem przez cały czas trwania projektu „Rozwiń skrzydła w biznesie”. Pomysły, rozwiązania, czy inny punkt widzenia na dane sprawy, pomoc w określeniu mocnych i słabych punktów działalności. To wszystko pomogło mi w wyznaczaniu priorytetów, celów mniej i bardziej odległych. Serdecznie Wam za tę nieocenioną pomoc dziękuję – Wy wiecie, że chodzi o Was 🙂

Z postu o pasji, wyszła autobiografia. Jak w Drewnianych Fantazjach jest teraz? Przeczytacie o tym w kolejnym wpisie. Ten pierwszy wpis prawdopodobnie na długo zostanie najdłuższym wpisem na blogu.

Przeczytałaś/Przeczytałeś do końca? Tym bardziej dziękuję! Śledźcie losy projektu, to nadal są jego początki 🙂

Cześć!

Zostaw komentarz

Inne interesujące wpisy

Koszyk
0
    0
    Koszyk
    Twój koszyk jest pustyWróć do sklepu
    Przewiń do góry